Andrzej Fedorowicz

Andrzej Fedorowicz

Mentor: Dziennikarstwo

Videodziennikarstwo, czyli jak opowiadać historie za pomocą obrazu

W czasach, kiedy większość ludzi nosi przy sobie smartfony wyposażone w kamerę, nagrywającą filmy w jakości HD, dziennikarstwo w naturalny sposób musiało wejść na działkę cyfrowego video. Zarówno to profesjonalne, jak i obywatelskie, związane z blogosferą, tym bardziej, że coraz łatwiejszy i tańszy dostęp do sieci szerokopasmowych powoduje, że video online może być odbierane przez miliony ludzi niemal w każdym miejscu i o każdej porze. Ale czy rozpoczynając pracę w dziennikarstwie jesteśmy przygotowani na to wyzwanie?

Z pozoru wszystko wygląda prosto: uruchamiamy kamerę, kręcimy krótki film, publikujemy w sieci i voila! W pół godziny za pomocą mieszczącego się w kieszeni gadżetu można zrobić to, do czego kiedyś potrzebna była ekipa z kilkudziesięcioma kilogramami sprzętu, wartego dziesiątki tysięcy złotych. Kiedy jednak wejdziemy w szczegóły, sprawa przestaje być oczywista.

Po pierwsze, komunikacja za pomocą obrazu rządzi się innymi prawami, niż komunikacja za pomocą tekstu. To inny język i inna „poetyka” przekazu. Szczególnie w wersji online, gdzie w każdej chwili można wyłączyć player, przekaz musi być efektowny, szybki i zwięzły. A to oznacza, że na jednym filmiku możemy wyeksponować najwyżej jeden wątek tematu. Jeśli robimy wywiad, możemy zadać tylko kilka prostych pytań. Jeśli chcemy zrobić komentarz, cały przekaz musimy zawrzeć w kilku efektownych, mocnych zdaniach. Całość nie powinna też przekraczać trzech minut - na dłuższe video trzeba mieć naprawdę rewelacyjny materiał, aby internauta obejrzał je w całości.

Co warto pokazywać? Wszystko co ciekawe, a jednocześnie efektowne wizualnie. Może nam w tym pomóc montaż, ale musi być dobrze zaplanowany. Jeśli więc chcemy pokazać kulisy jakiejś dużej imprezy czy akcji „od kuchni”, powinniśmy nie tylko nagrać krótkie wypowiedzi zaangażowanych w nią wolontariuszy, ale również nakręcić do każdej z nich tzw. przebitki ilustrujące ich pracę. Na video nie wystarczy bowiem powiedzieć, co się dzieje – trzeba to jeszcze pokazać.

Dopiero „podłożenie” przebitek pod konkretne wypowiedzi bohaterów reportażu video daje prawdziwie filmowy efekt i przyciąga uwagę odbiorców, którzy są przecież w 100% ludźmi wychowanymi na telewizji i język ruchomego obrazu opanowują jeszcze, zanim nauczą się mówić, czytać i pisać. To, co chcemy im przekazać, musi być więc zgodne z ich nabywanymi od dziecka przyzwyczajeniami. Ale wiedzieć, jak coś działa, nie znaczy jeszcze umieć to zrobić.

Aby uzmysłowić sobie skalę trudności, związanych z przygotowaniem dobrego video warto pamiętać, że na 2,5 minutowy materiał potrzebujemy ok. 20 różnych ujęć plus plansze z tytułami, podpisami i innymi informacjami. Dziennikarstwo video wymaga więc zarówno kreatywności, jak i precyzji, a przede wszystkim ciągłej praktyki. O ile pisać uczymy się już w szkole i korzystamy z tego na co dzień, to komunikowanie za pomocą obrazu staje się elementem edukacji dopiero teraz. Początkujący dziennikarz, nawet, jeśli amatorsko korzysta z kamery, nie jest więc przygotowany do przekazywania informacji w formie video i popełnia błędy. Jakie najczęściej?

Pierwszy błąd to traktowanie kamery jak odpowiednika ludzkiego oka. Widzimy ładny krajobraz? Zróbmy fajną panoramę! Mało czasu, więc „kamerujemy” szybko, w niewygodnej pozycji, drżą nam ręce albo nogi, słońce świeci w obiektyw. W efekcie nagrany obraz trzęsie się, jest rozmazany albo wręcz niewidoczny. Nie przypomina nawet w przybliżeniu tego, co naprawdę widzieliśmy.

Dzieje się tak, ponieważ kamera jest maszyną, która posiada wiele ograniczeń. Przetwarza obraz na cyfrowe bity za pomocą przetworników i algorytmów, które nijak się mają do możliwości ludzkiego oka i mózgu. Im mniejsza i tańsza kamera, tym mniej sprawnie to robi.

Jeśli dysponujemy małym, tanim video-recorderem lub kamerką w smarfonie musimy trzymać się kilku zasad. Po pierwsze – jak najmniej ruchu obiektywem. Skoncentrujmy się na jednym obiekcie, nie „jeździjmy” kamerą we wszystkie strony, nie używajmy zoomu. Nagrywajmy pojedyncze, trwające kilkanaście-kilkadziesiąt sekund sceny w różnych planach (bliskim, średnim, dalekim), ale w stabilnej pozycji. Dopiero ze sklejenia (zmontowania) tych ujęć ma powstać dynamiczna całość. Nie zapomnijmy też o przebitkach, a przy montażu pamiętajmy, by nie łączyć ze sobą scen, nagranych w podobnych planach.

Oczywiście dotyczy to zaplanowanych wcześniej nagrań. Jeśli dzieje się coś „gorącego” i tak trzeba improwizować, a wtedy obowiązuje zwykle jedna zasada – podejść jak najbliżej do miejsca zdarzenia i nagrać jak najwięcej.

Druga sprawa to oświetlenie. Dobra kamera (czyli taka za co najmniej kilka tysięcy zł) wiele nam wybaczy, ale prosty sprzęt potrzebuje dużo światła. Dlatego unikajmy robienia filmów w ciasnych, ciemnych wnętrzach – lepiej wyprowadzić rozmówcę na ulicę i tam zrobić z nim wywiad. Wiąże się z tym jednak trzecia sprawa, niezwykle ważna dla video online: nagrywanie dźwięku. Kupując kamerę zwykle oceniamy jej możliwości rejestrowania obrazu. O wiele rzadziej myślimy o wbudowanym w nią mikrofonie. Tymczasem to absolutnie kluczowy element naszego sprzętu. Dlaczego?

Nawet, jeśli nagrywany obraz będzie trochę rozmazany lub ciemny, zawsze da się coś pokazać. Jeśli jednak nieczytelny będzie dźwięk, video nadaje się już tylko do kosza. Oznacza to, że w przypadku prostych kamer, z mikrofonem zbierającym dźwięk z całego otoczenia, naszych rozmówców powinniśmy filmować w miejscach cichych i z możliwie jak najbliższej odległości: czasem oznacza to wręcz przystawienie kamery do twarzy na odległość zaledwie 30 cm. Jeśli chcemy robić nagrania w miejscach publicznych, z reporterem wtopionym w tłum, konieczna jest już kamera z gniazdem umożliwiającym podpięcie zewnętrznego mikrofonu (przewodowego lub bezprzewodowego). Niestety, za każdym razem swoje ambicje twórcze musimy dostosowywać do możliwości technicznych.

Obecnie „modne” stają się formy dziennikarskie, łączące przekaz audio, video oraz zdjęcia. To tzw. fotocasty (ich przykłady można znaleźć m.in. pod linkiem www.fotocasty.pl). Umożliwiają one uprawianie dziennikarstwa video, nawet, jeśli nie posiadamy kamery – wystarczy do tego aparat cyfrowy i dyktafon. Fotocasty można określić najkrócej jako pokaz slajdów z podłożonym dźwiękiem, w którym zdjęcia są ilustracją wypowiadanych przez narratora kwestii. Chociaż brzmi to mało efektownie, technika fotocastów umożliwia opowiadanie ciekawych, wręcz wstrząsających historii o wiele lepiej, niż video. Dzieje się tak dlatego, że fotografie wciąż są najlepszym sposobem pokazania silnych emocji czy szczególnego nastroju: momenty uchwycone na zdjęciach są zwykle bardziej dramatyczne. Przy czym zasady montażu video i fotocastów są niemal identyczne.

Podsumowując: dziennikarstwo video to nie jest po prostu kręcenie filmów czy pstrykanie zdjęć. To proces twórczy, którego zasad powinniśmy uczyć się na co dzień, choćby analizując na oglądanych filmach – dokumentalnych, fabularnych, reklamowych - jak radzą z tym sobie z tym prawdziwi fachowcy.

Podziel się
ze znajomymi:

Subskrybuj nasz
kanał na YouTube
Przejdź na
www.credit-agricole.pl